Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 20 września 2015

Czy Jezus był ćpunem?

Czy alkohol to narkotyk? Sporu na gruncie ideologicznym nie da się rozstrzygnąć. Zaślepienie jest tak duże, że niektórzy zwolennicy narkotyków używają określenia „ćpanie alkoholu”. Jeśli tak, to Jezus byłby ćpunem.

Pokrętnej odpowiedzi udziela wikipedia:

Według leksykonu Światowej Organizacji Zdrowia narkotykami można określić wszystkie substancje mające wpływ na świadomość, w tym poza powyższymi także kofeinę, nikotynę oraz alkohol etylowy.

Istnieje szereg substancji przyjmowanych przez ludzi, które wywołują zaburzenia percepcji lub uzależnienie, jednak za przyzwoleniem społecznym nie są one uważane za narkotyki. W różnych kulturach podział ten wygląda odmiennie. Polska należy do kręgu kulturowego, w którym narkotykami nie są nazywane następujące substancje (pomimo udowodnionej szkodliwości i potencjału uzależniającego znacznie przewyższających wiele nielegalnych substancji – dotyczy to zwłaszcza nikotyny i alkoholu


Może do odpowiedzi przybliży nas analiza oddziaływania narkotyków:

Wszystkie narkotyki wpływają na pracę mózgu – mogą to jednak robić w różny sposób:

narkotyki uspokajające, przeciwbólowe i nasenne (wszystkie opioidy) – spowalniają reakcje, zmniejszają nawet bardzo silny ból;

stymulanty (np. amfetamina, metamfetamina, ecstasy) – silnie pobudzają, wywołują przypływ energii i mocy;

halucynogeny (np. grzyby halucynogenne, LSD, a w większych ilościach także marihuana i ecstasy) – ich działanie zależy od stanu osoby je zażywającej; zwykle wywołują omamy, w niektórych przypadkach powodują poczucie paniki.

Najczęściej po działaniu narkotycznym pojawia się uczucie smutku i chęć sięgnięcia po kolejną dawkę. Tak w uproszczeniu wyglądają uzależnienia od narkotyków. Czas przeżywany bez działania narkotyków jest dla narkomana czasem straconym – dąży on do jak najszybszego zażycia kolejnej dawki narkotyku. Najpierw uzależnia się jego umysł (uzależnienie psychiczne), później także ciało (uzależnienie fizyczne).


Alkohol wydaje się bardziej uniwersalny, bo w zależności od osoby może oddziaływać na każdy z trzech wymienionych sposobów, może też doprowadzić do nałogu.

Według mnie kluczowe znaczenie ma przystosowanie genetyczne danej społeczności. Opisuje to na przykład teoria atawizmu metabolicznego.

Kiedy konkwistadorzy pojawili sie w Nowym Swiecie, alkohol, który ze soba przywiezli, spowodowal spustoszenie w miejscowych spolecznosciach. Podczas gdy Europejczyk byl w stanie jako tako funkcjonowac nawet po spozyciu litra wódki, Indianin po jednej szklance padal bez przytomnosci. Przecietny, wspólczesny Rosjanin nie ma wiekszego problemu ze skoncentrowaniem sie na wykonywanej czynnosci po wypiciu calej butelki mocnego alkoholu. Najprostsze wytlumaczenie tego fenomenu brzmi: „Rosjanie sa przyzwyczajeni do picia”. Istnieje jednak takze inne, bardziej naukowe wyjasnienie takiej reakcji. Indianie po spozyciu niewielkiej ilosci alkoholu nie tylko szybko sie upijali, ale tez ciezko chorowali. Dzialo sie tak dlatego, ze ich organizm nie wytworzyl specyficznego zestawu enzymów potrzebnych do rozkladu etanolu, który dla nich byl prawdziwa trucizna.

Wsród Rosjan tradycja picia siega kilkunastu stuleci, co sprawilo, ze posiadaja oni odpowiednie mechanizmy metaboliczne, zdolne rozlozyc znaczna ilosc alkoholu w dawce nietolerowanej przez wiekszosc mieszkanców Europy. Jest to zjawisko alkoholowego atawizmu metabolicznego. Mozna sie zastanawiac, czemu Europejki toleruja znacznie (przecietnie 2 razy) mniejsze ilosci etanolu w porównaniu z mezczyznami. Mozna wyjasnic to naukowo obecnoscia mniejszej ilosci enzymów, co prawdopodobnie jest spowodowane tym, ze kobiety znacznie pózniej od mezczyzn zaczely pic.


Także dla Eskimosów alkohol jest więc śmiertelnie niebezpieczny:

Wśród Inuitów, dawniej zwanych Eskimosami, szaleje epidemia samobójstw. Zwłaszcza młodzi ludzie dobrowolnie odchodzą na spotkanie śmierci. Pewien nastoletni uczeń w eskimoskiej osadzie Qikiqtarjuaq przyszedł do szkoły z czerwoną pręgą na szyi. Zakłopotany wyjaśnił: \”Muszę trochę schudnąć – zrywają się wszystkie sznurówki\”. Chłopcy i dziewczęta w Qikiqtarjuaq wieszają się na paskach, biustonoszach, najchętniej jednak na sznurówkach, ukryci w szafach na ubrania. Wśród tych, którzy wybrali śmierć z własnej ręki, jest córka burmistrza. Pewna nastoletnia matka założyła sobie pętlę na szyję, gdy dziecko bawiło się u jej stóp. Inni odchodzą w samotności. Zwłoki odnajdywane są po kilku dniach w szopach czy starych garażach, niekiedy już rozszarpane przez zdziczałe psy.


Natomiast Indianom południowoamerykańskim nie szkodzi spożywanie koki:

Już ponad 3000 lat p.n.e andyjscy Indianie żuli liście koki z wapnem lub popiołem roślinnym. Koka pomagała im pokonać głód i zmęczenie podczas ciężkiej pracy na dużych wysokościach. Indianie używali jej też podczas dalekich wypraw morskich (koka, dzięki zawartości kokainy umożliwia picie wody morskiej). Koka wykorzystywana też była w celach leczniczych: stosowano ją przy bólach głowy, zębów, żołądka i przy gorączce, a także jako napój poprawiający trawienie. Koka przeciwdziałała też chorobie wysokościowej – rzecz ogromnej wagi w górskich krainach Ameryki Południowej; zapobiegała też chorobom zębów i dziąseł, schorzeniom reumatycznym i wielu innym. Żucie liści koki było oczywiście ważnym elementem ceremonii religijnych Inków.

Wg współczesnych Indian, żucie liści koki zgodnie z indiańską tradycją nie stwarza szczególnych zagrożeń. „Święta” koka stanowi podstawę ich kultury na równi z rodzimym językiem. Od ponad 3000 lat pomaga im przetrwać w specyficznych, surowych warunkach górskich, stanowiąc nie tylko środek pobudzający, ale też leczniczy i odżywczy. Ludowi lekarze twierdzą, że np. 100 gramów koki równoważne jest 100 gramom mięsa lub jednemu i pół jajka. Z przeprowadzonych badań wynika, że osoby spożywające dziennie 100 gramów koki dostarczają tym samym organizmowi wymagane dawki wapnia, fosforu oraz witaminy A, B2 i C. Koka zawiera więcej wapnia niż mleko. Wpływa też na przyswajanie innych, ciężkostrawnych pokarmów, przez pobudzanie wytwarzania śliny i soku żołądkowego oraz wzmacnianie mięśni przewodu pokarmowego.


Hindusom nie szkodzi spożywanie marihuany:

Powszechne spożywanie marihuany w kolonialnych Indiach skłoniło Brytyjczyków do przeprowadzenia badań na dużą skalę w latach 1890 (Iverson, 2008). Brytyjczycy obawiali się, że nadużywanie marihuany  zagraża zdrowiu fizycznemu i psychicznemu tubylców. Brytyjski rząd zwrócił się do rządu Indii, aby powołać komisję do zbadania zagadnień uprawy konopii, przygotowywania preparatu, handlu, efektów społecznych i moralnych zażywania i ewentualnego wprowadzenia prohibicji. Brytyjscy i hinduscy eksperci medyczni przeprowadzili ponad 1000 standaryzowanych wywiadów. Badania były systematyczne i dokładne. Objęły dużą i zróżnicowaną grupę osób, w różnych sytuacjach, od rolników do psychiatrów szpitalnych. Po latach badań Komisja opublikowała 6 tomów z danymi i wnioskami. Autorzy byli szczególnie zainteresowani tym czy marihuana powoduje psychozy. Komisja stwierdziła, że wprowadzenie zakazu spożycia preparatu z konopii (bhang) byłoby całkowicie nieuzasadnione. Podkreślono, że spożycie ma długą tradycję, jest zakorzenione w religii Hindusów i przy zachowaniu umiaru jest nieszkodliwe. Więcej szkód przynosi spożycie alkoholu. Co więcej, ewentualny zakaz trudno byłoby wprowadzić w życie, spowodowałby sprzeciw w kręgach religijnych i zwiększyłby spożycie groźniejszych narkotyków. Wyniki badań Komisji opublikowanych w 1894 są zaskakująco aktualne. Marihuana pozostała dostępna w Indiach w XX i XXI wieku.


Natomiast na przykład w Polsce spożycie marihuany okazuje się przyczyną ohydnych morderstw:

Brutalnie zabił córkę w parku. "Był pod wpływem marihuany"


Daniel C., który w 2012 r. prowadząc samochód pod wpływem marihuany przejechał nastolatkę i poważnie zranił dwie inne, spędzi 15 lat w więzieniu za zabójstwo i jego usiłowanie.





Konkludując – określenie substancji jako narkotyku, jej legalne stosowanie albo zakaz faktycznie zależy od kultury danej cywilizacji, ale ma podstawy genetyczne determinujące ewentualną szkodliwość. W tym kontekście w Europie i obszarze wokół Morza Śródziemnego alkohol niewątpliwie narkotykiem nie jest. Dla chrześcijan ma też zakorzenienie religijne. Dlatego walkę koneserów alkoholu ze zwolennikami narkotyków można określić jako walkę dobra ze złem.

22 komentarze:

  1. Szanowny Dibeliusie,

    Wypowiem się w temacie poprzez pryzmat jedynego ćpuna jakiego znam - czyli pkanalii. Po przeczytaniu twojego tekstu kanalia z całą pewnością wzbogaci swoją przydomową plantację marychy o kilka krzewów koki i rozpocznie przyspieszony proces wytwarzania właściwych enzymów. Natomiast nienawiść kanalii do chrześcijaństwa nie pozwala jej wytworzyć enzymów odpowiednich do rozkładania alkoholu i dlatego kanalia ogranicza się do jednego piwa od czasu do czasu. Wychodzi więc na to, że kanalia została spłodzona przez jakiegoś śmierdzącego hindusa i stąd to genetyczne przywiązanie do marychy, oraz szybka akomodacja do innych narkotyków - z wyjątkiem alkoholu rzecz jasna.

    Serdecznie pozdrawiam, TF.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Tie Fighterze,
      W środowisku internetowym Pkanalia jest niewątpliwie autorytetem w tej dziedzinie, uznałem jednak, że powinienem wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli spotka się z dezaprobatą.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem, Dibeliusie. Dzięki za solidną dawkę informacji.

    Ostatni akapit wszakże niespecjalnie mi się podoba. Chylę czoło przed Twoim poczuciem humoru, jednak nie oszukujmy się: alkoholizm to plaga krajów słowiańskich, zwłaszcza Rosji. Widzę, czytam i słyszę o ludziach, którzy spieprzyli sobie życie Panią Wódą czy innym telepiącym mózgownicę trunkiem. Żeby zresztą tylko sobie! Żal mi przede wszystkim ich rodzin. Moja też nie uniknęła tego przekleństwa...

    Co się tyczy marychy, to wypowiadałam się już o tym specyfiku u siebie, patrząc nań wszakże z perspektywy laika. Nadal jestem przeciwna jego beztroskiej legalizacji, pamiętam jednak, że napisałam o nim również: "[...] cannabis można wykorzystać także w zbożnym celu: w medycynie, tekstyliach, rolnictwie, etc (patrz: tutaj). Tak, kochani, konopie mogą być pożyteczne. :)" I oto jakiś czas później, w wydaniu specjalnym na sierpień-październik "Świata wiedzy" ("Sekrety medycyny"), natrafiłam na obszerny artykuł pt. "Jak leczy marihuana". Czyli znowu - wszystko zależy od tego, w jakim celu oraz JAK przyjmujemy daną substancję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obydwoje jesteśmy w tej dziedzinie laikami. Informacje, które pracowicie zgromadziłem też wydają mi się istotne, chociaż dla eksperta byłyby powierzchowne i niepełne.

      Natomiast akapit po zdjęciu, które zrobiłem w Białce Tatrzańskiej, wyraża moje stanowisko ideologiczne i to zupełnie zrozumiałe, że możesz mieć inne zdanie. Wyjaśnię tylko, że jestem przeciwnikiem wszelkich nałogów.

      Usuń
    2. Ja również, więc - niestety - nie ma się o co kłócić. ;)

      Usuń
    3. Przeczytałam teraz cały artykuł o "śmiertelnej tęsknocie za igloo" i stwierdzam, że to nie alkohol jest przyczyną samobójstw. On może prowadzić do bójek czy promiskuityzmu, ale powodem, dla którego młodzi Innuici/Eskimosi odbierają sobie życie, jest co innego - i chyba dobrze o tym wiesz. ;)

      Usuń
    4. Artykuł mówi o problemach z adaptacją cywilizacyjną, których alkohol jest istotnym czynnikiem. Jest wiele innych źródeł, które to podkreślają, np:

      In this Alaska Native study, cultural "insiders" analyzed problems associated with increased alcohol availability, factors which have reduced alcohol-related problems, and ideas for improving treatment in an Inuit community. Participants described frequent binging, blackouts, family violence, suicide, loss of child custody, and feelings of intergenerational grief

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17602395#

      Heavy drinking is extremely widespread in the
      population of Nunavik with nearly 9 out of 10
      consumers having drunk heavily at least once in the
      year preceding the survey, a rate that is two times
      higher than that observed in southern Quebec and in
      Canada as a whole. Episodes of heavy drinking are
      also very frequent in Nunavik since nearly a quarter
      of drinkers have five or more drinks on one occasion
      on a weekly basis, which is three times higher than
      the rates observed among Canadians and Quebecers
      living in regions south of Nunavik.

      https://www.inspq.qc.ca/pdf/publications/657_esi_alcool_drogues_gambling.pdf

      Usuń
    5. Dzięki, Dibeliusie, za info. Ale czy tęgie picie nie jest raczej skutkiem (czy jednym z wielu) tej innuickiej rozpaczy?

      Usuń
  3. mi też się ten artykuł podobał.

    muszę przyznać, że trochę mnie do ćpania ciągnie, ciągle mnie kusi naćpać się miłością.
    To może Jezus ćpunem był?

    :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Makowa, tylko nie przedawkuj z tą miłością, albowiem od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok:)

      Usuń
    2. nie ma obawy Tie_Fighter :)
      to tylko takie kuszenie diabła miłością, a on ciągle przegrywa, to i ja nie zbliżę się do żadnej skrajności.

      Usuń
    3. @Makowa
      Słusznie to przedstawiasz - zamiast narkotyków miłość- podążajmy za Jezusem!
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    4. nie tak dosłownie Dibeliusie,
      nie "zamiast" bo to żadna alternatywa, ja bym powiedziała, że jest co najmniej tej samej wagi tylko na drugiej szali

      a i "podążanie za Jezusem" w tym dosłownym znaczeniu, nie jest dla mnie wyzwaniem ani też osiągnięciem,
      nie lubię się cofać do przeszłości, ani chodzić cudzymi śladami (ZA) a tym bardziej chodzić po tych samych śladach, bo to by znaczyło, że nic z tej nauki nie pojęłam i sama kroka dalej nie potrafię zrobić.

      Przepraszam Dibeliusie, ale nie podążę za Twoim śladem myślenia, tak mi się przynajmniej wydaje :)

      Usuń
    5. Ja podążam ścieżką Jezusa, Ty podążasz własną ścieżką.
      Ale nie można wykluczyć, że w jakimś miejscu się spotkamy :)

      Usuń
  4. Jak następnym razem będę się delektował /o pardon - ćpał/ nalewkę z wiśni, wtedy z pewnością przypomnę sobie ten post i nie omieszkam przy okazji wypić za Twoje zdrowie Dibeliusie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo będę spożywać (pardon ćpać) prawdziwie słowiański miód dwójniak i wtedy nie omieszkam wypić za Twoje zdrowie!

      Usuń
  5. Po pierwsze, wielki szacun za ten tekst. Aż dziwne, że nikt jeszcze nie spojrzał na problem z tej strony - a raczej z tych stron. Myślę, że masz rację, aczkolwiek mówię to z pozycji laika.
    Tylko z tymi ostatnimi uwagami nie do końca mogę się zgodzić. Logika, bez dokładnej analizy przyczyn i skutków często prowadzi na manowce. Tak jak ze znanym twierdzeniem, jakoby łóżko było najbardziej niebezpiecznym miejscem na świecie (bo większość ludzi umiera w łóżku).
    Gdy podliczymy liczbę morderstw, dokonanych pod wpływem marihuany i alkoholu, wyjdzie nam, że alkohol jest o wiele bardziej niebezpieczny. Oczywiście, mówię tu o naszym kręgu kulturowym. Mało tego, można jeszcze bardziej pokrętnie. Jeśli porównamy liczbę przestępstw, w których sprawca był pod wpływem marihuany, z liczbą przestępstw, w których sprawca NIE był pod jej wpływem, wyjdzie nam, że marihuana pomaga zwalczać przestępczość, bo tych drugich będzie o wiele więcej. Po prostu, jeśli jakieś zjawisko występuje na dużą skalę (np. przestępstwa), to zawsze znajdzie się wśród nich kilka wyjątków, rzadkich, a nawet nieprawdopodobnych przypadków, a czasem nawet takich, które wydają się niemożliwe. Myślę, że bliższe prawdzie będzie stwierdzenie, że w opisanych przez Ciebie przypadkach morderstw, zostały one dokonane raczej pomimo marihuany, niż z jej przyczyny, a jeśli już, to są to wypadki raczej rzadkie. Oczywiście, wykluczyć ich nie można, bo znowu dochodzi do głosu skala zjawiska i choć dla większości palaczy marihuana ma raczej działanie uspakajające, o tyle może się znaleźć kilku takich, w których wzmaga agresję (zwłaszcza, jeśli łączy się ją z innymi psychotropami, z którymi reakcje trudno przewidzieć). Tak więc, twierdzenie, że marihuana zwiększa ryzyko UMYŚLNYCH przestępstw, wydaje mi się mocno naciągane.
    Natomiast nie mam wątpliwości, że jej zażywanie powoduje wzrost przestępstw nieumyślnych - łatwo zostać przejechanym przez upalonego osiołka, któremu wydaje się, że samochód przeleci nad przejściem dla pieszych, pełnym ludzi, nie czyniąc im szkody.
    Reasumując, nie wiem, czy legalizacja marihuany przyniesie więcej skutków pozytywnych, czy negatywnych - bo że przyniesie i jedne i drugie, to pewne. Wbrew pozorom, czasem legalizacja przynosi dobre skutki, likwidując czarny rynek, przywracając jakąś kontrolę nad zjawiskiem, nad jakością używki. Przypomnij sobie, co działo się w USA w czasach prohibicji - na jej gruncie wyrosły potężne, gangsterskie imperia, a wielu Amerykanów straciło wzrok, albo i życie, po wypiciu metanolu.
    Nie czuję się jednak na siłach, by to ocenić. Po prostu - nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należałoby wykazać, że procent zażywających marihuanę wśród przestępców jest wyższy niż procent zażywających marihuanę w całej populacji i że zachodzi związek pomiędzy zażyciem a popełnieniem przestępstwa. Zgadzam się z Twoją sugestią, że należałoby odróżnić przestępstwo umyślne od nieumyślnego.
      Nie dotarłem do wyników takich badań odnośnie marihuany, chociaż ewidentny jest wpływ narkotyków i alkoholu na przestępczość.
      Odnośnie legalizacji - byłbym za legalizacją kontrolowaną, ale obecne państwo uważam za zbyt słabe, aby taką kontrolę zapewnić. Niezbędnym elementem byłaby np. kara śmierci i ciężkich robót.

      Usuń
  6. @Dibelius

    Bardzo ciekawe ujęcie tematu Dibeliusie. Jeszcze się z takim nie spotkałem.

    @Nitager

    "Wbrew pozorom, czasem legalizacja przynosi dobre skutki, likwidując czarny rynek, przywracając jakąś kontrolę nad zjawiskiem, nad jakością używki."

    Nic podobnego. Po zniesieniu prohibicji ci sami gangsterzy, którzy szmuglowali alkohol z Kanady, natychmiast otwierali legalne sklepy z wódą i oprócz legalnego alkoholu żenili w nich samogon. Wtedy też pojawiło się na szerszą skalę fałszowanie markowych trunków. Czy uważasz, że trzymająca biznes narkotykowy w Polsce mafia tak łatwo odpuści sobie wart setki milionów euro rynek? Czy uważasz, że po przejściu na legal gangster zamieni się w szanowanego biznesmena? To mu tylko poszerzy pole działania i nic więcej. Dalej będzie dystrybuował czarnorynkowe prochy w legalnym sklepie czy jak to się tam będzie nazywać. Mogę się powołać na przykład Czech, gdzie cały biznes handlu trawą jest w rękach szemranych typów, którzy szybko wystawili z rynku konkurentów składając im propozycje nie do odrzucenia. Czasem nawet zostawiając dawnych właścicieli jako figurantów. Niezależnie od tego istnieje nadal czarny rynek, gdzie możesz kupić maryśkę taniej niż na legalu. No i co? Udało im się coś pozytywnego osiągnąć? Chyba tylko wpływy do budżetu i dobre i to. Problem narkomanii jak był tak pozostał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Opressor
      Dzięki za pozytywne odnotowanie. Od dłuższego czasu nurtowała mnie taka myśl i w tym wpisie spróbowałem ją uwolnić.

      Usuń
  7. Czcigodny Dibeliusie
    Jako Polaka interesuje mnie przede wszystkim wpływ róznych substancji na funkcjoniowanie rodaków. Inne nacje z kręgu cywilizacji białego człowieka interesują mnie juz mniej. Głownie w kontekscie szkód, jakie mogą uczynić, choćby otwierając na oścież drzwi zalewowi barbarzyńców, stawiając na piedestale dewiacje seksualne czy legalizując handel narkotykami.
    Żucie liści koki przez Indian mało mnie interesuje, nie mój cyrk. Ale masz świętą racje, gdy piszesz że w naszej cywilizacji alkohol narkotykiem nie jest. Czego nie da się powiedzieć choćby o konopnym syfie. Tak zawziecie bronionym przez różnych skurwysynów, ktorzy skowyczą iż trzeba go zalegalizować. Przykład Czech, które musiały sie wycofać z tej idiotycznej decyzji czy Holandii, gdzie coraz więcej ludzi ma dosyć statusu kloaki Europy, niczego ich nie nauczył. "Logika" godna wypierdków po Żiżku czy dilerów i ich pomagierów.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
      Mam wrażenie, że nie tylko Holandia, ale cała Zachodnia Europa stała się kloaką Europy. Ale niech lewacy się nie łudzą, że multi-kulti i gender-srender jeszcze długo potrwają. Nasuwa się na nich cień zagłady...
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń