Łączna liczba wyświetleń

sobota, 18 listopada 2017

Zwiedzanie Bieszczadów

Tajemnicze to góry, bo już sama odmiana budzi wątpliwości – Bieszczadów, czy Bieszczad. Pierwszy raz się tam wybrałem. Ostatnio z naszej rodziny przebywał w tej okolicy mój dziadek – walczył jako żołnierz w latach czterdziestych ubiegłego wieku.

Mit Bieszczadów przedstawia je jako ostatni skrawek kresów, jako ziemię pionierów, samotników, indywidualistów, miejsce, w którym odnajdujemy wolność i sens życia, w którym zakochujemy się w naturze i pierwotnej przyrodzie.






Faktycznie spotykałem osoby, które wyglądały, jakby przyjechały szukać wolności i sensu życia. Wydawały się jednak raczej zagubione. Miałem wrażenie, że spoglądały na mnie z nadzieją, że akurat ja mam ten mistyczny klucz i potrafię im go przekazać. Niestety pogrążony w cynizmie nie miałem i nie szukałem klucza wolności.

W praktyce Bieszczady współczesne funkcjonują jak doskonale zorganizowane przedsiębiorstwo komercyjne. Codziennie rano turyści dojeżdżają z miejsc zakwaterowania na parkingi zlokalizowane obok atrakcji – np. stacji kolejki wąskotorowej w Majdanie, Połoniny Wetlińskiej lub Caryńskiej. Parkingi mieszczą tysiące samochodów sprawnie kierowanych przez obsługę z krótkofalówkami. Z parkingu można iść na szlak na piechotę i wrócić, albo podjechać kilka kilometrów busem turystycznym, aby przedłużyć sobie trasę. Połoniny – łąki na górach powyżej górnej granicy lasów – to wprawdzie oklepana atrakcja, gdzie w sezonie maszerują tysiące turystów, ale na mnie i tak zrobiły niesamowite wrażenie.





Ciekawego odkrycia dokonałem natomiast w lesie. Obala to moim zdaniem głoszone przez oficjalnych historyków teorie na temat wojny rosyjsko-japońskiej 1904-1905. Okazuje się, że oddziały japońskie dotarły aż do Bieszczadów. Świadczą o tym znaki zachowane na drzewach.




Zwróciło moją uwagę, że współczesna ludność zamieszkująca Bieszczady – narodowości polskiej – ma pozytywny stosunek do łemkowskich tradycji tych ziem. Przy szkołach organizowane są polsko-ukraińskie towarzystwa historyczne, funkcjonują restauracje w stylu ukraińskim, na szlakach na tabliczkach informacyjnych są napisy także w języku ukraińskim. Jakże kontrastuje to z podejściem naszych wschodnich sąsiadów, którzy tępią polskie pamiątki, chcą wyrzucić lwy z Cmentarza Łyczakowskiego, za to stawiają niezliczone pomniki banderowców.


Polska nigdy nie miała i nadal nie ma skutecznej polityki historycznej. Zwiedziłem pomnik żołnierzy polskich, których garstka broniła się przed tysiącami upowców. Może mój dziadek walczył w tym okopie. Pomnik jest zaniedbany, pomalowany obraźliwymi napisami. Niewątpliwie prowokują do tego postkomunistyczne napisy o „utrwalaniu władzy ludowej”. Moim zdaniem należałoby by pomnik przebudować, napisy zmienić. Ci żołnierze nawet jeśli byli w armii ludowej, w tym miejscu walczyli o to, aby nie mordowano Polaków.



 

poniedziałek, 6 listopada 2017

Zwiedzanie Ordynacji Zamojskiej

Spośród pozostałości Ordynacji Zamojskiej w najlepszym stanie zachował się folwark w Zwierzyńcu, ze znakomitym browarem. Gościom karczmy oferuje się także koncerty i pokazy filmowe.



Zachowały się także stawy z czerwonymi rybkami.



W Szczebrzeszynie można zwiedzić zabytkową synagogę.



Eksponowane są w niej portrety kobiet z wielkimi cycami.




Na rynku zwraca uwagę posąg słynnego chrząszcza.




Okazało się jednak, że to falsyfikat. Oryginalny posąg znajduje się podobno nad rzeką. Udałem się tam niezwłocznie, ale zwiedzanie chrząszcza okazało się utrudnione. Miejscowy oddział samoobrony trenował właśnie strzelanie do owada z wiatrówek. Pomyślałem – nie mamy śmigłowców, ale te dzielne chłopaki nas obronią. Nie pozwolili filmować – wiadomo, tajemnica wojskowa, ale wyjaśnili, że przygotowują się do obrony fortyfikacji twierdzy Zamość. Wróg nie przejdzie.

Udałem się więc niezwłocznie do Zamościa. Miasto nadal robi wrażenie.





Jednak kawa podana na jednym z miejskich rynków fatalna – fusy jakby niedogotowane, za to cała filiżanka nimi obryzgana.


Po degustacji zwiedziłem fortyfikacje miejskie. Wyglądały imponująco, ale okazało się, że to atrapa. Oryginalne fortyfikacje zostały zdemontowane w roku 1866 na rozkaz cara Aleksandra II. Chłopaki z samoobrony mogą mieć problem.



Nad Ordynacją czuwa jednak Matka Boska Krasnobrodzka.


niedziela, 11 czerwca 2017

Niewdzięczność Polaków

Warszawa nie ma szczęścia do prezydentów. Jednym z najbardziej szkodliwych jest HGW. Głównym celem jej prezydentury było propagowanie zboczeń seksualnych – obrona pedalskiej tęczy na placu Zbawiciela. Zaangażowano najnowsze systemy ochrony i przeciwpożarowe, zmasowane oddziały straży miejskiej. Mimo to ludowi Warszawy udało się kilka razy to plugastwo spalić. Wydaje się, że szczególną nienawiścią HGW darzy kierowców. Zamykane dla nich są kolejne mosty, pasy ulic odbierane na buspasy i dla cyklistów. Za to ślimaczy się budowa obwodnicy. Warszawa jest jednym z niewielu większych miast Polski bez obwodnicy. Ale największym kuriozum jest to, że planowana obwodnica przechodzi przez środek miasta, jej funkcjonujące odcinki już są zakorkowane i będą jeszcze bardziej zakorkowane po dokończeniu.

Pociechy można szukać w historii. Przeciwieństwem demokratycznie wybranej HGW był mianowany w 1875 roku przez carskiego gubernatora pełniący obowiązki prezydenta Warszawy Sokrates Starynkiewicz. Na fali represji po Powstaniu Styczniowym warszawiacy obawiali się najgorszego. Okazał się jednak jednym z najbardziej zasłużonych i szanowanych prezydentów.


Największym dziełem Starynkiewicza było zbudowanie ogólnomiejskiego systemu wodno-kanalizacyjnego ze stacją filtrów w najwyżej położonym miejscu miasta na Koszykach (1886), dokąd doprowadzono szlak rurowy transportujący wodę z oddalonej o kilka kilometrów Wisły ze zbudowanej w tym celu stacji pomp na Czerniakowie. Ta potężna inwestycja, która spowodowała na kilka lat poważne rozkopanie całego miasta, w znaczącym stopniu sprawiła, że z zapóźnionego cywilizacyjnie i źle zorganizowanego miasta tkwiącego swoimi korzeniami jeszcze w XVIII wieku Warszawa przeobraziła się w nowoczesny organizm miejski na miarę XX w.
Inwestycji tej towarzyszyło jednak również wiele innych istotnych dokonań Starynkiewicza takich jak:
  • dwukrotny wzrost dochodów miasta (bez zwiększania obciążeń podatkowych mieszkańców)
  • zbudowanie sieci skanalizowanych, ogólnodostępnych szaletów miejskich
  • uruchomienie pierwszej publicznej linii tramwaju konnego (1881), do 1889 było tych linii już 17 (jeździły latem co 5 minut, zimą – co 8)
  • poszerzenie i wybrukowanie wielu ulic, tzw. kocie łby zastępowano granitową kostką, pod koniec jego prezydentury zastosowano także pierwsze nawierzchnie betonowe
  • modernizacja oświetlenia ulic (3 tys. latarni gazowych), zadrzewienie ulic i modernizacja ich chodników
  • powołanie Towarzystwa Asenizacyjnego, zajmującego się wywozem z miasta nieczystości, a z brukowanych ulic także błota i śniegu (1883)
  • powołanie Komitetu Plantacyjnego (1889), dzięki któremu powstało w Warszawie wiele skwerów i pasów zieleni, w tym m.in. park Ujazdowski (1893)
  • założenie sieci telefonicznej (1884)
  • otwarcie wielkiego cmentarza Bródnowskiego na terenach wykupionych w tym celu przez miasto
  • uporządkowanie spraw targowisk (m.in. budowa Hal Mirowskich i hali na ul. Koszykowej)
  • budowa nowej gazowni na Woli
  • regulacja 11 km lewego brzegu Wisły od Mostu Kierbedzia w górę rzeki
  • przebicie ul. Próżnej do placu Grzybowskiego[4]
  • renowacja Kolumny Zygmunta i wielu starych kościołów katolickich (mimo że sam Starynkiewicz był prawosławny)
  • przeprowadzenie spisów ludności dla celów sanitarnych (1882, 1892)

Starynkiewicz walczył o inwestycje miejskie nieraz wbrew intencjom władz carskich, pragnącym utrzymać prowincjonalny charakter byłej stolicy Polski. Zamiast tego Warszawa stała się najnowocześniejszym miastem w Imperium Rosyjskim. Sokrates Starynkiewicz do śmierci w 1902 roku mieszkał w Warszawie, pochowany został na cmentarzu prawosławnym. W pogrzebie wzięło udział 100 tysięcy warszawiaków.

Niedawno postanowiłem odszukać jego grób. Nie było to łatwe. Przeniesiony gdzieś pod płot cmentarza, skromny, zapomniany, zaniedbany.




Niestety tak wygląda wdzięczność Polaków. Jeśli nie będziemy potrafili należycie docenić przychylnej postawy wybitnych przedstawicieli sąsiednich narodów i wykorzystać tego do budowy pozytywnych więzi, to pozostanie nam wieczne narzekanie na niechęć lub wrogość sąsiadów.



wtorek, 2 maja 2017

Fanatyzm i ekstremizm w pismach świętych i w praktyce

Niezaprzeczalnym faktem jest, że pisma święte wielkich religii nawołują do ekstremizmu i fanatyzmu. Osoba realizująca w pełni zalecenia Koranu w naszej cywilizacji powinna zostać natychmiast zlikwidowana, uwięziona lub w najlepszym razie skierowana do szpitala psychiatrycznego. Natomiast w cywilizacji islamu staje się szahidem, świętym, ekspresowo otrzymuje do dyspozycji 72 dziewice.


I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. – I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym!
Koran 2:191

Niechże walczą na drodze Boga ci, którzy za życie tego świata kupują życie ostateczne! A kto walczy na drodze Boga i zostanie zabity albo zwycięży, otrzyma od Nas nagrodę ogromną.
Koran 4:74

Ekstremizm Ewangelii ma charakter odwrotny. Jeśli zgodnie z nakazami swojej religii muzułmanie mają chrześcijan bezlitośnie okradać, gwałcić i mordować, ci mają się temu z lubością poddać. Komentatorzy chrześcijańscy próbują tym oczywistym wezwaniom w jakiś sposób zaprzeczyć.

Mt 5, 39
A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!


Miłość, której uczy nas Chrystus, oznacza pragnienie tego aby druga osoba doświadczała prawdziwego szczęścia, które można osiągać tylko wzrastając ku dobru. Tymczasem przymykając oczy na błędy naszych bliskich, pozwalając im „wchodzić na swoją głowę”, najczęściej utwierdzamy ich w niewłaściwych zachowaniach, a co za tym idzie odciągamy ich od tego szczęścia. „Nie określajmy naszego tchórzostwa mianem pokory. Ktoś mnie wali po łbie, wykorzystuję , a ja za niego odrabiam angielski, za niego wszystko piszę, za niego sprzątam, za niego zmywam, bo jestem pokorny i Jezus tak kazał. Absolutnie nie. My mamy sobie i ludziom pomagać dojść do postawy dojrzałej, a rozpieszczając kogoś nie pozwalasz mu dojść do postawy dojrzałej. Trzeba więc nieraz twardości.”  dokończył swoją myśl ksiądz Pawlukiewicz.
Błędna jest także interpretacja miłosierdzia. Wedle nauki katolickiej żadne miłosierdzie, ani Boskie, ani ludzkie nie oznacza zgody na zło, na tolerowanie zła. Miłosierdzie jest zawsze związane z poruszeniem od zła ku dobru. Gdzie zło nie ustępuje, tam nie ma miłosierdzia. (...)Miłosierdzie nie akceptuje grzechu i nie patrzy nań przez palce, ale tylko i wyłącznie pomaga w nawróceniu z grzechu” napisał kiedyś kardynał Karol Wojtyła. Te piękne i mądre słowa, mogą stanowić dla nas wskazówkę na każdy dzień co do tego jak odróżnić postawę dojrzałej miłości od naiwności i jak rozumieć słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka.


Mk 10, 21
Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»

No i to właśnie jest problem! Powracamy do „wyprzedaj wszystko”. Czyżbyśmy mieli iść za Jezusem, nie mając co włożyć na grzbiet?
Jezus miał się w co ubrać i nie był nędzarzem.
Jezus nie doznawał nędzy. Jadł i pił tak jak wszyscy i nawet zgodził się na tak szalony wydatek jak olejek, który ofiarowała Mu Magdalena. Ale nic Go nie zniewalało i mógł wypełnić aż do końca to, czego wymagała miłość.
Mówiąc: „Chodź!”, Jezus wzywa nas do pójścia tą właśnie drogą: mamy się wspinać na szczyty miłości, a nie na szczyty ogołocenia. Dlaczego zawzięliśmy się, ażeby ewangeliczną radę ubierać w szatę ascetycznego wyrzeczenia? Wyrzeczenie, owszem, ale żeby wyzwolić się z wszystkiego, co przeszkadza nam kochać i służyć. Nic tak nie ogałaca, jak chęć bycia wolnym.


Jednak wielu chrześcijan, w tym papież Franciszek konsekwentnie i wprost nawołują do ekstremizmu i fanatyzmu.

Na terenie bazy lotniczej pod Kairem odprawiona została msza św., której przewodniczył papież Franciszek. Wzięło w niej udział ok. 25 tys. osób. – Bogu podoba się jedynie wiara wyznawana życiem, bo jedynym ekstremizmem dopuszczalnym dla wierzących jest radykalizm miłości – powiedział papież.

Wierzący mogą być fanatykami jedynie w pomocy innym. Każdy inny fanatyzm nie pochodzi od Boga i nie jest mu miły. Nie bójcie się otworzyć waszych serc na zmartwychwstanie Pana i pozwólcie mu zmienić waszą niepewność w pozytywną siłę dla was i dla innych. Nie bójcie się kochać innych, przyjaciół oraz wrogów, bo siła i skarb wierzących tkwią w życiu wypełnionym miłością – mówił Franciszek.


Czy nie ma ucieczki z tej nakazanej przez pisma święte pętli szaleństwa i sadomasochizmu? Dla mnie drogowskazem są Tajemnice Fatimskie.

Chciałbym na koniec powrócić jeszcze do kluczowych słów «tajemnicy» fatimskiej, które słusznie zyskały wielki rozgłos: Moje Niepokalane Serce zwycięży. Co to oznacza? Serce otwarte na Boga i oczyszczone przez kontemplację Boga jest silniejsze niż karabiny i oręż wszelkiego rodzaju. Fiat wypowiedziane przez Maryję, to słowo Jej serca, zmieniło bieg dziejów świata, ponieważ Ona wydała na ten świat Zbawiciela — ponieważ dzięki Jej «tak» Bóg mógł się stać człowiekiem w naszym świecie i pozostaje nim na zawsze.

Kard. JOSEPH RATZINGER
Prefekt Kongregacji Nauki Wiary

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/fatima_4.html

środa, 12 kwietnia 2017

Dyskryminacja Cyganów w Bydgoszczy

Ile razy można zwiedzać Toruń, wybrałem się wreszcie do Bydgoszczy. Miasto nad dopływem Wisły Brdą stanowiło w I RP ważny ośrodek handlowy, znajdowała się w nim mennica państwowa. W okresie zaboru pruskiego wybudowano Kanał Bydgoski łączący Wisłę z Odrą, oraz nowoczesne centrum. Jego architektura, przesycona zielenią, przyniosła miastu miano „małego Berlina”. Współczesna Bydgoszcz jest jednym z największych miast Polski, atrakcyjnym i przyjaznym dla mieszkańców i turystów. Warto zwiedzić muzeum malarza Leona Wyczółkowskiego, oraz papugarnię, w której sympatyczne ptaki potrafią rozczesać dziewczynom włosy, a nawet odebrać zbędne kolczyki lub zegarki.





Odniosłem wrażenie, że mieszkańcy Bydgoszczy są pasjonatami sportu. Sporo młodzieży na ulicach nosi stroje militarne, wiosłują na rzece i strzelają z łuków.




Pozytywne wrażenie zepsuł mi widok zaniedbanej przez władze miasta dzielnicy cygańskiej.





Odczucie to niestety pogłębiło się po zaobserwowaniu szokującego wydarzenia. W parku nad rzeką szczupła, długowłosa blondynka zaatakowała młodego Cygana. Najpierw popychała go, następnie uderzała pięściami, aby przejść do kopnięć. Po zakończeniu cyklu zaczynała od nowa. Na szczęście zadawała ciosy jedynie w korpus. Młodzieniec nie bronił się. Prawdopodobnie mógłby stawić rasistce skuteczny opór, ale jego szlachetność nie pozwalała mu na to. W pewnym momencie podszedł gruby Cygan, zapewne krewny lub przyjaciel ofiary. Próbował mediować, ale nic to nie dało. Przez cały czas koleżanki blondynki siedziały na trawie i z aplauzem przyglądały się pogromowi.




Mam nadzieję, że władze Bydgoszczy rozpoczną program przeciwdziałania dyskryminacji i prześladowaniu Romów. Charakterystyczne było także, że wieczorem w lobby hotelowym kłębił się tłum gości z Afryki. Nie odważyli się wyjść na miasto. Ale ja się wybrałem.



niedziela, 19 lutego 2017

Psychopatyczna Łódź

Łódź zapamiętałem jako miejsce służby wojskowej, gdzie byliśmy szkoleni przez sadystów. Pewnie według najlepszych wzorów Wehrmachtu i Armii Czerwonej, aby po przejściu czegoś takiego rekruci zdolni byli zabijać i torturować bez wahania. Od tego czasu wyczulony byłem na medialne doniesienia z tego miasta, na przykład:

W czwartek w Łodzi znaleziono szczątki noworodka zawinięte w "Kurier Łódzki" z 1926 roku. Z pierwszych oględzin wynika, że to nie był płód, a zdrowy noworodek. 

Morderstwo w Łodzi miało miejsce u zbiegu Wodnej i Złotej. Do stojącej pary podszedł 46-letni mężczyzna i zaatakował nożem 36-latka. Wbił mu nóż w szyję, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.

Nadia zmarła w mieszkaniu przy ul. Rewolucji 1905 r. w Łodzi we wrześniu ubiegłego roku. Ojciec trzymiesięcznego dziecka usłyszał zarzut zabójstwa, matka zaś narażenia dziecka na utratę życia.

W latach 1988-1993 w Łodzi doszło do serii morderstw na mężczyznach. Wszystkie ofiary łączyło to, że były osobami homoseksualnymi, zginęły we własnych mieszkaniach i tuż po stosunku seksualnym lub w jego trakcie. Z mieszkań zamordowanych mężczyzn sprawca skradł m.in.: telewizory, magnetowidy, biżuterie, gotówkę oraz inne przedmioty. Ofiary ginęły przez uduszenie, od ciosów nożem lub skatowane na śmierć. Morderstwa nie były przygotowywane, gdyż narzędziami zbrodni były przedmioty pochodzące z mieszkań ofiar.

Utworzyłem sobie teorię tłumaczącą nadmiar doniesień o zbrodniach z tego miasta. Łódź – miasto które nagle rozwinęło się w XIX wieku jest odpowiednikiem Dzikiego Zachodu w USA. Do powstających fabryk i biznesów ruszyli osadnicy – ludzie najbardziej rzutcy, odważni, energiczni. Ale wśród nich pojawił się także zwiększony procent kryminalistów, psychopatów, degeneratów. Upłynęło zaledwie kilka pokoleń, to nie wystarcza aby nastąpiła stabilizacja genetyczna.

Po wielu latach wybrałem się do tego miasta, aby przekonać się osobiście, jak kształtuje się sytuacja. Uwagę zwraca pięknie odnowiona ulica Piotrkowska.




Pozostała część miasta swoją malowniczością przypomina warszawską ulicę Brzeską.




Pilnie wpatrywałem się w przechodniów, zwłaszcza piękne twarze Łodzianek, próbując odnaleźć na nich instynkt zbrodniczy. Najbardziej ujawnił się on w twarzach kilku starszych pań wyrażających pełną bólu paranoiczną wściekłość, że nie mogą już nikogo zamordować. Jedna z nich szarpała przynajmniej smyczą z psem chińskiej rasy chow chow, próbując go udusić. Poza tym generalnie nie było bezpiecznie. Z dachu kamienicy obficie posypały się na chodnik odłamki lodu, a przed samochodem przebiegł dzik. W bezpośrednich kontaktach napotkani mieszkańcy Łodzi okazali się jednak grzeczni i sympatyczni.



Na patriotyczne miasto w centrum Polski z nostalgią spogląda marszałek Piłsudski. Pewnie nie raz się jeszcze do Łodzi wybiorę.

niedziela, 12 lutego 2017

Zapisane w genach - wierność czy zdrada?

W dyskusji pod poprzednim wpisem pojawił się ciekawy wątek – czy wierność małżeńska wynika z natury, czy zostaje narzucona przez kulturę, prawo, religię? Jako odmienny od naszej kultury podany został przykład Japonii. Postanowiłem zbadać temat.

Pierwsze miejsce w życiu tradycyjnie wychowywanej Japonki zajmował mężczyzna. Za dwie największe cnoty Japonki uchodziły wierność i posłuszeństwo wobec męża. Mimo że prawie żaden Japończyk nie był żonie wierny seksualnie, rzadko zdarzało się, aby niewierna była również żona. Zazdrość była oceniana prawie jak przestępstwo. Już od najmłodszych lat grożono dziewczynie, że zamieni się w smoka jeśli będzie zazdrosna o męża. W niektórych regionach istniał zwyczaj, zgodnie z którym starzejąca się żona wybierała mężowi młodą konkubinę, która była traktowana jako żona oboczna. Im młodsza i piękniejsza była żona oboczna, tym więcej szacunku zyskiwała żona. Znaczna większość Japończyków, o ile pozwalały mu na to zarobki, miewała oprócz żony przyjaciółkę i wcale tego nie ukrywano. Nierzadko mąż sprowadzał przyjaciółkę do domu jako kochankę. Żona nie była o to zazdrosna, gdyż jej pozycja pani domu, mogącej komenderować kochanką nie była zagrożona. Jeśli kochanka urodziła dziecko, mówiło ono do żony ojca matko. Żona i kochanka żyły czasem w przyjaźni. Gdy mąż utrzymywał stosunki seksualne pozamałżeńskie i nie oferował żonie w zakresie życia seksualnego zbyt wiele często pozostawało jej jedynie zaspokojenie seksualne w wyniku masturbacji.

Na wszelki wypadek sprawdziłem też kolebkę cywilizacji - starożytny Babilon.

Kodeks Hammurabiego stał na straży wierności małżeńskiej, absolutnie przestrzeganej zwłaszcza przez kobietę. Gdy mężczyzna utrzymywał stosunki pozamałżeńskie, nie musiał obawiać się, jak w systemie patriarchalnym, poważnych konsekwencji, ponieważ małżeństwo służyło zapewnieniu mu potomstwa. Gdy mąż podejmował stosunki pozamałżeńskie (nie wystarczały mu kontakty z jego żonami i konkubinami) zwykle groziła mu za to grzywna, natomiast w przypadku kobiet za stosunki pozamałżeńskie groziła kara śmierci.
Prostytucja, która jako instytucja publiczna była związana ze świątynią i uprawiana przez obie płcie, oferowała dodatkową możliwość aktywności seksualnej poza związkiem małżeńskim.


Z lektury powieści podróżnika Arkadego Fiedlera zapamiętałem, że w społeczeństwie latynoskim do dobrego tonu należało posiadanie przez zamożnego obywatela oprócz żony także kochanki zwanej companerą.

Z powyższych przykładów wynika, że w naturalnym modelu mąż posiada żonę, dba o utrzymanie jej i rodziny. Od żony wymaga wierności, natomiast sobie pozwala kochanki i seks pozamałżeński. Model ten jest wytłumaczony przez socjobiologię. Nauka ta badała zachowania społeczeństw zwierząt, ale okazało się, że wyjaśnia też dziedziczne, instynktowne zachowania naszego gatunku. Zgodnie z jednym z twierdzeń socjobiologii zachowania te podporządkowane są maksymalnemu rozprzestrzenieniu własnych genów w kolejnych pokoleniach. W interesie kobiet nie był seks z przypadkowymi partnerami, bo tacy nie zapewniliby rodzinie opieki i potomstwo wymarłoby. Dlatego kobiety wykazywały naturalną wstrzemięźliwość seksualną, dążyły do posiadania wartościowego i stałego partnera. Natomiast dla mężczyzn – oprócz opieki nad własną rodziną – seks z każdą natrafiającą się partnerką stwarzał dodatkową szansę na rozprzestrzenienie własnych genów tanim kosztem. Od własnej, stałej partnerki wymagali jednak bezwzględnej wierności – skoro inwestują w wychowanie dzieci, to muszą być ich dzieci, nosiciele ich genów. Taki zestaw zachowań zapewniał sukces reprodukcyjny i w kolejnych pokoleniach stały się one dziedziczne i instynktowne. Potwierdzają to współczesne badania.

David Buss, psycholog ewolucyjny z Uniwersytetu Stanu Teksas, wysłał ankiety do ponad 10 tys. mężczyzn i kobiet z 37 kultur i sześciu kontynentów. Okazało się, że ze wszystkich zakątków świata przychodziły takie same odpowiedzi – panie poszukują do stałych związków nie pięknych Adonisów, lecz zamożnych, wpływowych, dominujących mężczyzn jako znakomitych ojców dla swych dzieci. Ale nawet jeśli ich znajdą, mają ogromne kłopoty z nakłonieniem partnerów do wierności. Panowie bowiem zazwyczaj starają się rozprzestrzenić swe geny, kochając się z jak największą liczbą kobiet. Mężczyźni, także żonaci, najczęściej bez wahania decydują się na „gorący seks podczas jednej nocy”. Amerykańscy psychologowie, Russel Clark i Elaine Hatfield, przeprowadzili charakterystyczny eksperyment – wysłali atrakcyjną kobietę na teren uniwersyteckiego kampusu, aby szeptała panom zmysłowo do ucha: „Czy chcesz spać ze mną dziś w nocy?”. Aż 75% zagadniętych było natychmiast gotowych. Podobny test z udziałem przystojnego podrywacza spalił na panewce. Tylko 6% pań zgodziło się pójść z nim do mieszkania, ale ani jedna wprost nie obiecała seksu.

Okazuje się jednak, że wierność kobiet może mieć charakter fasadowy, korzystna może być dyskretna zdrada.

Szkocki profesor David Perrett, który przeprowadził wiele podobnych eksperymentów, twierdzi, że niewierność jest dla kobiet korzystna z punktu widzenia ewolucyjnego, dlatego też została niejako zapisana w ich genomie. Mężczyźni bardziej kobiecy mają niższy poziom męskiego hormonu – testosteronu, w następstwie także spokojniejszy charakter, są więc lepsi w roli stałego partnera i opiekuna dla dzieci. Dżentelmeni męscy rzadziej sprawdzają się w tej roli. Studia przeprowadzone przez armię USA dowiodły, że żołnierze o bardziej męskim wyglądzie rozwodzą się częściej i mają skłonności do przemocy wobec swych partnerek. Dysponują jednak lepszymi genami, są zazwyczaj silniejsi, zdrowsi i odporniejsi na choroby. Kobieta, która zdradza, odnosi więc podwójną korzyść – ma partnera oraz opiekuna do dzieci, jak również dawcę lepszych genów. Prof. Perrett przestraszył się nieco swoich wniosków i zaznaczył, że nauka nie sugeruje paniom jakichkolwiek zachowań, gdyż to, co z ewolucyjnego punktu widzenia jest korzystne, ze społecznego już niekoniecznie.

Inni badacze doszli do podobnych konkluzji. Austriacki profesor Karl Grammer uważa, że kobiety skłonne są do skoku w bok właśnie wtedy, kiedy prawdopodobieństwo poczęcia przez nie dziecka jest największe. Grammer filmował kobiety w wiedeńskich dyskotekach i przeprowadzał z nimi wywiady, pytając o fazę cyklu i metody antykoncepcji. Opracował nawet program komputerowy, który obliczał, jaki procent gołej skóry pokazują dyskotekowiczki. Okazało się, że mężatki, które nie biorą tabletek antykoncepcyjnych, najczęściej przychodzą na tańce w fazie jajeczkowania. Wtedy też zakładają najbardziej skąpe stroje, odsłaniające do 40% powierzchni ciała.


Na pytanie – czy wierność wynika z natury można więc odpowiedzieć, że generalnie tak, ale nie jest to proste – nie cudzołóż. Żona ma być zasadniczo wierna, mąż w zamian zapewnia opiekę rodzinie, jednak nie wyklucza seksu z innymi partnerkami. Ten schemat zachowań został wprost przyjęty do kultury, obyczajowości, prawa niektórych społeczeństw – na przykład tych omówionych na wstępie. Były to społeczeństwa patriarchalne wszakże. Wraz z równouprawnieniem kobiet we współczesnej cywilizacji te modele przechodzą do lamusa. Obecnie mężczyzna i kobieta mają mieć w związku równe prawa i na ogół oczekują wzajemnej wierności. W niektórych związkach można się dobrowolnie umówić inaczej. Dobrowolność może być faktycznie manipulacją dominującej strony. W mojej ocenie relacja taka na ogół w dłuższym czasie przynosi dysonans i cierpienie. Przykładem najbardziej liberalnych i wyluzowanych osób są gwiazdy filmowe. Rozwodzą się co kilka lat. Ale najczęstszą przyczyną rozwodu jest zdrada. Nawet ci wyluzowani nie mogą znieść zdrady partnera / partnerki, która przynosi im ból i cierpienie nie do wytrzymania.


W ocenie mojej okazuje się więc, że chrześcijańskie szóste przykazanie: nie cudzołóż jest prawem naturalnym. Zawarte w tym sformułowaniu równouprawnienie płci jest bardziej adekwatne do współczesnego społeczeństwa.