Łączna liczba wyświetleń

środa, 28 września 2016

Wydarzenia w Koniakowie

Podczas pobytu w Koniakowie zetknąłem się z fenomenem tradycyjnej kultury wołoskiej, kultywowanej wśród miejscowych górali.

W Karpatach północnych Wołosi wnieśli istotny wkład w formowanie wspólnoty kulturowej grup góralskich (ruskich, polskich i słowackich) przekazując im górski system gospodarki pasterskiej, słownictwo i wzory kulturowe; w Karpatach południowych etnos ten dał zaś początek narodowi rumuńskiemu. Migracje wołoskie doprowadziły do transferu nie znanych wcześniej technologii gospodarowania w górach (wyrób sera podpuszczkowego, pasterstwo wysokogórskie, gospodarcza wspólnota pasterska) oraz do zespolenia i ujednolicenia elementów kulturowych w obrębie łuku Karpat.


Z zawodu jestem arabistą, dlatego w góry wybrałem się z trójką studentów arabskich, aby przybliżyć im nasz kraj. Studenci, pełni życzliwości i godności, byli żywym zaprzeczeniem negatywnych stereotypów o „ciapatych”, „brudasach” i „terrorystach". Pragnęli poprzez  interakcję społeczną przybliżyć kulturę islamu naszym rodakom. Polacy nie zdają sobie sprawy, że przez swoją ignorancję i niewiedzę obrażają muzułmanów. 

Hamida zainteresowała tradycja Lajkonika – przedstawianie Tatarów, a więc muzułmanów, jako najeźdźców jest przejawem nietolerancji i nienawiści religijnej. Zaplanował wyrazić swój protest poprzez przebranie się za lajkonika, pod spodem obficie obładowanego materiałem wybuchowym i wysadzenie się wśród tłumu na krakowskim rynku. 

Dżabir natomiast pragnął udać się do Gdańska. Wyjaśnił mi, że szczególnie bolesna dla muzułmanów jest głoszona przez chrześcijan herezja, że wierzą oni w tego samego Boga. Allah jest jeden, natomiast rzekomy Bóg chrześcijan jest Trójcą, czyli panteonem – trzema nieprawdziwymi bogami, do których dochodzi podniesiona do statusu bogini Maryja. Ale to jeszcze muzułmanie są w stanie znieść. Natomiast nie są w stanie tolerować dalszego rozszerzania panteonu. Dlatego Dżabir zaplanował wysadzić się w Gdańsku, niszcząc pomnik Neptuna, wraz z tłumem turystów. 

Faiza chodziła skromnie ubrana w burkę, ale kiedy znajdowaliśmy się w czwórkę wśród swoich, w pokoju hotelowym, ściągała ją. Pod spodem miała tylko biustonosz wybuchowy. Było na co popatrzeć. Zamierzała się wysadzić, ale nie wiedziała jeszcze kiedy i z jakiego powodu.

Moi podopieczni dobrze czuli się pośród tradycyjnej wołoskiej architektury Koniakowa.





W towarzystwie sympatycznych zwierząt hodowlanych.




Po południu chodziliśmy na piwo do parku.


Niektóre artefakty wydawały się jednak złowróżbne.




Wreszcie przyszła pamiętna noc. Na co dzień żywiliśmy się w gospodzie u Fojta. Za 20 zł znakomity zestaw obiadowy – pełna waza zupy, drugie danie do wyboru i do tego kompot. Ale postanowili obchodzić ramadan. Trochę się pokłóciliśmy, nie miałem ochoty na dodatkową nocną ucztę. Wybrali się więc sami. Ponieważ gospoda u Fojta działa do wieczora, wybrali się do położonego na uboczu, skraju lasu, nocnego lokalu u Fojtuli.



W środku nocy obudził mnie łomot. Miejscowi z pochodniami w rękach zaprowadzili mnie na polanę leśną. Na środku Hamid i Dżabir – obydwaj na palach. Oraz Faiza. Jednak zdążyła się wysadzić. Zatwardziali górale zasadzili na palu to, co zostało, czyli dolną połowę.

- Dlaczego? – zapytałem ze zgrozą - dlaczego ten akt nienawiści rasowej i religijnej? Górale z oburzeniem wyjaśnili mi, że nie jest to żaden akt nienawiści, tylko pieczołowite pielęgnowanie tradycji wołoskiej. Realizacja przesłania słynnego władcy wołoskiego Włada III Palownika, zwanego też Drakulą. Już sam nie wiedziałem, co o tym myśleć.


sobota, 16 lipca 2016

Zamach w Nicei. Nie oskarżajmy muzułmanów.

Zamach w Nicei przyniósł obfite śmiertelne żniwo. To kolejny z zamachów popełnionych przez muzułmanów, inspirowanych swoją religią. Utożsamienie terroryzmu z islamem byłoby jednak zasadniczym i niewybaczalnym błędem. Byłoby przyjęciem konfrontacyjnej wizji świata, której wierni są zamachowcy. Tej wizji właśnie musimy się przeciwstawić, stojąc na straży europejskich wartości demokracji, tolerancji i praw człowieka. Islam jest w istocie religią pokoju i miłości, o czym świadczy wiele wersetów Koranu, na przykład:

2:208

يَا أَيُّهَا الَّذِينَ آمَنُوا ادْخُلُوا فِي السِّلْمِ كَافَّةً وَلَا تَتَّبِعُوا خُطُوَاتِ الشَّيْطَانِ إِنَّهُ لَكُمْ عَدُوٌّ مُّبِينٌ ( 208 ) Al-Baqarah ( The Cow ) - Ayaa 208

Owy, którzy wierzycie! Chodźcie w pokoju wszyscy i nie chodźcie śladami szatana! Zaprawdę, on jest dla was wrogiem jawnym!

Zamiast budować mur nienawiści pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami, powinniśmy okazać im przyjaźń, zaufanie i miłość.

Mt 5, 38-39

Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!

Aby przełamać ten mur nienawiści, powinniśmy dokonać radykalnego kroku. Proponuję częściowe przyjęcie prawa Szarii w państwach europejskich. Jesteśmy to winni naszym muzułmańskim braciom.

Konkretnie powinniśmy egzekwować karę śmierci dla muzułmanów winnych herezji. Szariat wymaga ścisłego związku państwa i religii. Dlatego karę tę powinny wymierzać sądy państwowe. Skoro islam jest religią pokoju i miłości, to wszyscy muzułmanie, którzy nie spełniają tego podstawowego wymogu są w istocie heretykami.

Jak wyglądałoby to w praktyce?

Organy bezpieczeństwa w państwach Europy Zachodniej przyznają, że obecnie nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Nie są w stanie na przykład efektywnie kontrolować tysięcy młodych muzułmanów, którzy mają przyznany status zradykalizowanych. Zamykanie muzułmańskich przestępców do więzień jeszcze pogarsza sytuację, bo dokonują oni skutecznej radykalizacji współwięźniów. Potencjalnie niebezpieczni są nawet muzułmańscy drobni przestępcy, bo życiorysy zamachowców pokazują, że bywa to pierwszy krok na drodze do terroryzmu. Nie wiadomo, co robić z bojownikami wracającymi do Europy po przeszkoleniu i wojennym stażu w Państwie Islamskim. W Europie Zachodniej jest wiele enklaw opanowanych przez radykalnych muzułmanów, gdzie boi się wkroczyć nawet policja.

Aby rozwiązać te nierozwiązywalne problemy wystarczy egzekwować prawo Szarii. Karą za herezję jest śmierć. Należy ich wszystkich wyeliminować. Proste, skuteczne, nieodwracalne.

Minister Błaszczak skrytykował multikulti:

– To kolejny z serii ataków. W listopadzie ubiegłego roku był Paryż, w marcu Bruksela, wczoraj Nicea. To jest problem związany z tym, z czym boryka się zachód Europy – dziesiątkami lat polityki multikulti, poprawności politycznej. Takie są niestety tego efekty – powiedział na antenie TVP Info Mariusz Błaszczak po zamachu w Nicei, w którym zginęły 84 osoby. – Przypomnijmy sobie reakcje władz francuskich, belgijskich czy Komisji Europejskiej po zamachach wcześniejszych. Pani Mogherini zalana łzami, na chodniku kredkami malowane kwiatki, kredki oczywiście muszą być w kolorze tęczy LGBT, żeby każdy to widział, marsze i nic z tego nie wynika – podsumował szef MSWiA.


W Europie Zachodniej rzeczywiście kończy się okres multikulti. Ale nadchodzi czas szariatu. Tylko tak można doprowadzić do zwycięstwa pokoju i miłości.

czwartek, 7 lipca 2016

Reforma OFE Morawieckiego

Zwrócił się do mnie kolega Lucjan, załamany reformą OFE planowaną przez PiS, z prośbą o skrytykowanie tego „skoku na kasę”. Pokazał mi swoją informację z funduszu: liczba zgromadzonych jednostek rozrachunkowych, wartość jednostki, łączna wartość jednostek na rachunku. Faktycznie imponująca – kilkadziesiąt tysięcy złotych. Morawiecki zabierze to i rozda biednym, aby zyskać poparcie wyborcze dla swojej partii.

Przypomnę zarys historii OFE. Pojawiły się w 1999 jako tzw. II filar reformy emerytalnej wprowadzonej przez łobuza Buzka.

Pierwszej reformy OFE dokonał rząd Tuska w grudniu 2013. Przeniesiono część funduszy OFE do ZUS uzasadniając to koniecznością redukcji długu publicznego. Wprowadzono minimalny poziom inwestycji OFE w akcje, przyszli emeryci mieli też możliwość wyboru czy chcą pozostać w pozostałej części OFE, czy przenieść się do ZUS. Zredukowano maksymalną opłatę pobieraną przez fundusze o połowę. Reforma wywołała gwałtowne protesty środowisk pseudo wolnorynkowych z Leszkiem Balcerowiczem na czele.

Rząd Tuska wielokrotnie udowodnił, że był rządem antypolskim. Ale reformując OFE wykazał właściwą intuicję. A w gruncie rzeczy nie miał wyboru, musiał ratować budżet. Działanie OFE sprowadzało się do tego, że państwo przymusowo zabierało składki obywatelom i wpłacało je do prywatnych funduszy. Fundusze pożyczały te środki państwu kupując obligacje. Obficie zarabiały na odsetkach i opłatach. Państwo zadłużało się. Obywatele – nominalni członkowie funduszy – łudzili się iluzoryczną wizją zgromadzonego kapitału i emeryckich wakacji pod palmami. Tego akurat nikt z rządzących nigdy nie miał zamiaru dotrzymać. OFE można śmiało określić jako chamski przekręt. Wadą reformy Tuska była jej połowiczność.

Wizję docelowej reformy przedstawił prezes Jarosław Kaczyński, a skonkretyzował minister rozwoju:

To wstępna koncepcja którą przedstawił wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Jak podkreślał OFE są środkami publicznymi, co usankcjonowało zeszłoroczne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

- System się nie sprawdził i dziś nie służy nikomu. Nie zapewnia wyższych emerytur ani nie pomaga rozwojowi gospodarczemu - mówił Morawiecki. - Plan jest taki, że pieniądze z OFE chcemy przekazać Polakom. One są szczątkową formą filara kapitałowego, którego nie ma, został zdemontowany przez poprzednią ekipę - dodał.

Według rządowego planu otwarte fundusze emerytalne miałyby jedną czwartą kapitału oddać w formie gotówki do funduszu rezerwy demograficznej. Odpowiada to sumie 35 mld zł. Natomiast 75 proc. aktywów OFE, ulokowanych w akcjach miało by trafić właśnie jako papiery wartościowe do III filara, który ma zostać gruntownie przebudowany.

Trzonem długoterminowych oszczędności emerytalnych mają być Pracownicze Programy Kapitałowe, do których pracownicy będą zapisywani automatycznie z możliwością wystąpienia. W początkowej fazie tworzeniem i zarządzeniem tych planów zajmie się Polski Fundusz Rozwoju.


Do dobrowolnego oszczędzania na Indywidualnych Kontach Emerytalnych ma być przeniesionych 103 ze 140 mld zł zgromadzonych w OFE. Miałoby to się stać już 1 stycznia 2018 roku. Pieniądze te miałyby zostać rozdzielone pomiędzy wszystkich uczestników OFE, których jest w tej chwili ok. 16,3 mln. To oznacza, że każdy uczestnik dostanie średnio 6,3 tys. zł na swoje indywidualne konto. Nie jest natomiast jasne, czy to oznacza "każdemu po równo", bo i takie głosy pojawiały się w niedzielę w Gazecie Wyborczej.

Reforma ma zakładać utworzenie "Programu Budowy Kapitału", którego podstawą mają być Pracownicze Plany Kapitałowe. Rząd chce, żeby pracodawcy zapisywali zatrudnionych do pracowniczych programów, dzięki którym będą się składać na dodatkową emeryturę. Ma to wyglądać następująco: 2 proc. wynagrodzenia ma na PPK przekazywać pracodawca, tyle samo - pracownik (będzie to de facto nowa składka emerytalna).


Wygląda więc na to, że mój znajomy Lucjan nie tylko straci kilkadziesiąt tysięcy zgromadzonych na wirtualnym rachunku w OFE, ale dopłaci dodatkowo 2% a włączając składkę pracodawcy dodatkowo 4%. I nie ma żadnej gwarancji na to, że Pracownicze Plany Kapitałowe zapewnią realne zabezpieczenie emerytalne. Państwo będzie je mogło w każdej chwili przejąć, podobnie jak OFE.

Ale ja na to odpowiem tak. Sorry Lucjan. Nasi przodkowie nie wahali się dla narodu polskiego złożyć ofiary życia. Więc my tym bardziej nie zawahamy się złożyć ofiary pieniężnej. Prezes Kaczyński, który sam poświęcił całe życie dla Polski, wezwał do poparcia reformy emerytalnej. Dlatego i ja gorąco to działanie popieram. 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Argument za legalizacją narkotyków

Obowiązujący w większości współczesnych państw zakaz narkotyków opiera się na hipotezie, że legalizacja spowoduje katastrofalne skutki społeczne. Hipoteza to pozostaje jednak hipotezą, gdyż wobec stadnego posłuszeństwa teoriom antynarkotykowym żaden kraj takiej opcji nie przetestował. Pomijam lokalne enklawy legalności narkotykowej – jak marihuana w Indiach lub koka w Boliwii. Preparaty te są stosowane od dawna i tamtejsze społeczności są do nich genetycznie przystosowane. Jednostki mniej odporne i ich geny wyeliminowały się z populacji setki i tysiące lat temu. Paradoksem jest, że poszczególne stany indyjskie wprowadzają desperacki zakaz sprzedaży alkoholu. Whisky – dawniej napój dumnych kolonizatorów, teraz powoduje wśród tamtejszego plebsu straszliwe spustoszenie.

Współczesne badania naukowe dowodzą jednak, że było w ubiegłowiecznej Europie państwo, które pomimo oficjalnego zakazu na szeroką skalę promowało i stosowało narkotyki.

"Der totale Rausch. Drogen im Dritten Reich" ("Totalny haj. Narkotyki w Trzeciej Rzeszy") to tytuł książki niemieckiego autora Normana Ohlera, znanego do tej pory jako autora beletrystyki.

Pomimo prowadzonej przez władze III Rzeszy walki z narkomanią, Blitzkrieg Hitlera stał się możliwy nie tylko dzięki znakomitemu zmotoryzowaniu wojsk, ale dzięki 35 milionom dawek pervitilu, środka na bazie amfetaminy o działaniu podobnym do współczesnej metaamfetaminy krystalicznej.

Sam Hitler też swą energię i emfazę podczas publicznych wystąpień zawdzięczał raczej swemu przybocznemu lekarzowi niż naturalnej witalności, twierdzi autor książki. Według jego badań, gdy Hitler zimą 1944 roku wydał rozkaz do finalnej ofensywy, był właściwie cały czas pod silnym działaniem substancji odurzających. Jego lekarz Theo Morell miał wstrzykiwać mu najróżniejsze środki dopingujące, cocktaile hormonalne i twarde narkotyki. Tylko w ten sposób Hitler mógł do końca bronić swoich szaleńczych idei.


Blitzkrieg wymagał błyskawicznego pokonywania odległości, natychmiastowej mobilizacji do walki, bezwzględnego i brutalnego pokonywania oporu przeciwnika. Pervitin działał jak długotrwały środek dopingujący – zwiększał odporność na zimno, stres, wysiłek i ból, podnosił aktywność fizyczną, a zmniejszał apetyt i usuwał potrzebę snu. Jako przykład podaje się przypadek ze stycznia 1942 roku. Próbujący wydostać się z okrążenia 500 żołnierzy po kilkunastu godzinach marszu przez zaspy śnieżne opadło z sił. Lekarze zadecydowali, aby wydać im tabletki. Po pół godzinie żołnierze uformowali szyk bojowy i skutecznie przebili się przez linie przeciwnika.

Nie tylko więc przewaga niemieckiej armii pancernej i lotnictwa sprawiły, że w 1939 roku nie mieliśmy szans. Nasi niemrawi żołnierze nie mieli szans w konfrontacji ze znarkotyzowanymi „nadludźmi”. Za pakt z diabłem trzeba jednak zapłacić. Także żołnierzy Wehrmachtu nie ominęły długotrwałe skutki stosowania narkotyków.

Zażywanie metamfetaminy, czyli środka narkotycznego wywołuje długotrwałe skutki organiczne, włączając w to uzależnienie. Jest to przewlekła, nawracająca choroba charakteryzująca się przymusem szukania i brania narkotyku, czyli zażywania właśnie tego narkotyku, czemu towarzyszą zmiany funkcjonalne oraz molekularne w mózgu. Naukowcy donoszą, że nawet do 50% komórek wytwarzających dopaminę może ulec uszkodzeniu dzięki zażywaniu tego środka narkotycznego, choćby tylko w bardzo małych dawkach. Osoby nadużywające tego środka narkotycznego nie tylko są uzależnione, ale również mogą agresywnie zacząć zachowywać, wykazywać coraz niepokój, zagubienie, czy cierpieć na bezsenność. Mogą się u nich również pojawić zmiany psychotyczne, włączając w to paranoję, halucynacje słuchowe ( wszystko wynika z brania tego środka narkotycznego jakim jest narkotyk), zaburzenia nastroju czy omamy. Paranoja może doprowadzić do pojawienia się myśli samobójczych lub morderczych a także wielu innych dolegliwości spowodowanych przez ten narkotyk. Przy przewlekłym nadużywaniu tego środka narkotycznego może się rozwinąć tolerancja na narkotyk. W celu osiągnięcia zadowalającego efektu, osoba musi albo brać coraz większe dawki w coraz mniejszych odstępach czasu, albo zmienić sposób przyjmowania tej substancji narkotycznej. W niektórych przypadkach, narkomani przestają jeść i spać wpadając w rodzaj przymusu brania, określanego mianem „run”. W takich przypadkach wstrzykują sobie nawet gram narkotyku co 2- 3 godziny przez kilka dni dopóki nie wyczerpie się narkotyk, albo ich zachowanie będzie zbyt chaotyczne, żeby to kontynuować…


Trzecia Rzesza obudziła się z narkotycznego snu w maju 1945 roku.



czwartek, 9 czerwca 2016

Mój dżihad

Śniło mi się, że byłem afgańskim mudżahedinem i do tego przystojnym młodzieńcem. Rodzinna wioska mieściła się w górskiej dolinie. Mieszkania wydrążone były w  skalistych zboczach, wchodziło się po kamiennych lub drewnianych stopniach. Z otworów wydobywały się dymy kuchennych palenisk. Wszędzie malownicze sznury pokryte suszącym się praniem. Nad rzeką obszerne pole biało-różowego maku, zapewniające samowystarczalność ekonomiczną. Przy pracach krzątały się kobiety. Aby nie budzić zgorszenia ubrane w czarne nikaby. Starszyzna zadecydowała, że nikaby mają być pełne, bez wizjera na oczy. Aby ułatwić poruszanie się, do części głowowej nikabu przymocowano parę czułków dotykowych, także w kolorze czarnym. Za to na łące pasło stado uroczych kóz, wyposażone były w dzwoneczki zawieszone na szyi.  Każdy właściciel kozy rozpoznawał odgłos swojego dzwoneczka. My mężczyźni zajmowaliśmy się wyższymi sprawami, czyli studiowaniem Koranu i obroną. Prawdziwy raj na ziemi.

Nadszedł jednak moment, kiedy starsi wioski podjęli decyzję – czas wyruszyć na dżihad. Na dżihad wybieraliśmy się do leżącego w dolnym biegu rzeki miasta Zangabad. Siły niewiernych ograniczały się do ochrony centrum, za to przedmieście było praktycznie opuszczone i bezludne. Dlatego tam najchętniej koncentrowaliśmy nasz atak. Na miejscu rozpraszaliśmy się, aby gromadzić łupy. Skierowałem się do domu starego doktora. W splądrowanych wnętrzach zwrócił moją uwagę okazały fortepian – zbyt wielki i ciężki, aby dało się go wynieść. W tym momencie chyba za podszeptem szatana postanowiłem spróbować zachodniej dekadencji. Odłożyłem kałasznikowa, rozebrałem się do naga i usiadłszy na zydelku rozpocząłem grać. Ogarnęła mnie perwersyjna przyjemność. Ale nie na długo. Przez dźwięki Bacha przedarł się charakterystyczny warkot pikującego śmigłowca Mi-28. Rosjanie! W ostatniej chwili wyskoczyłem przez okno, tak, jak siedziałem – bez kałasznikowa, bez ubrania. Zdążyłem jeszcze zobaczyć jak fortepian trafiony rakietą wraz z budynkiem zmienił się w kulę ognia. Stary doktor chyba nie będzie miał gdzie wrócić. Nie dane mi było kontemplować tego widoku. Usłyszałem chrzęst gąsienic T-90 i to dwóch. Wysłali czołgi na zwiady. Wkrótce pojawiły się w polu widzenia. Co gorsza od strony gór. Za nimi nadjechały transportery Kamaz Tajfun. To specnaz! Żołnierze zaczęli sprawnie wyskakiwać i formować tyralierę. Drogę ucieczki do rodzinnej wsi miałem odciętą. Przybliżające się wybuchy pocisków czołgowych zachęciły mnie do ucieczki w stronę centrum. Ospali strażnicy wojsk rządowych wydawali się mniejszym zagrożeniem niż mordercze natarcie Rosjan. Ucieczka była paniczna. Biegłem goły, jak dzikie zwierzę. Za mną odgłosy strzałów, wybuchów, krzyki konających mudżahedinów. Faktycznie udało mi się jakoś wbiec do miasta. Gorączkowo próbowałem otwierać kolejne drzwi. Wszystkie zamknięte. Wreszcie zobaczyłem budynek banku. Otwarte! Wpadłem do środka. Za biurkiem siedziała urzędniczka – młoda chinka ubrana po europejsku, w szary kostium. Błagalnie złożyłem dłonie i poprosiłem o pomoc. Spojrzała na mnie zaskoczona, po chwili z pełną prostoty powagą wskazała, abym schował się pod biurkiem. W ostatniej chwili! Tyraliera specnazu wkroczyła do miasta i przeszukiwali budynki. Nie wydała mnie, kiedy weszli i zadali pytanie. Siedziałem nagi, skulony, przestraszony tuż koło jej kolan. Miała czarne rajstopy. Pierwszy raz byłem blisko prawdziwej kobiety.

I kiedy wszystko zapowiadało się tak interesująco, sen oczywiście się skończył.

Zacząłem zastanawiać się nad przesłaniem tej wizji. Niewątpliwie wzywała do dżihadu. Ale tradycyjny dżihad dąży do uprzedmiotowienia i haremizacji kobiet. Przenośnym haremem jest nikab, burka, albo w wersji light – zwykły hidżab. W tym śnie to kobieta okazała się mocna, okazała się ratunkiem. Dlatego sensem dżihadu powinno być przywrócenie wśród muzułmanów należnej roli kobietom. Choćby wymagało to fizycznej eliminacji islamistycznych kozojebców, czemu dają przykład nacierające na kalifat ISIS oddziały kurdyjskie, syryjskie i irackie.


czwartek, 26 maja 2016

Msza komunijna

Podzielę się wrażeniami z udziału w mszy komunijnej. Przede wszystkim zwróciłem uwagę na modę męską. Niestety większość mężczyzn ubrała się w powyciągane z szaf garnitury wełniane. Wyglądało to żenująco – niemodny krój, sfatygowany materiał, często niedopasowany do bardziej już zaokrąglonej sylwetki. W kategorii strojów klasycznych pozytywnie kontrastował wysoki starszy pan – w czarnym, lekkim, przewiewnym garniturze z tkaniny strukturalnej, zdaje się, że był to aktor z serialu „O mnie się nie martw”. Na początek wszedłem nawet do neogotyckiego budynku kościoła. W środku ciemno, zimno. Do tego nastroju pasowali wierni – nadęci, gburowaci, spoglądający na siebie nawzajem z pyszałkowatym poczuciem urojonej wyższości. Pasowała też katecheza – ksiądz urządził dzieciom publiczne przesłuchanie z naukowych zasad wiary. Przy pytaniu  - po co ludziom jest chleb? – nie wytrzymałem i wyszedłem przed kościół, dołączając do społeczności katolików stojących na zewnątrz. Inny świat. Zieleń drzew, błękit nieba, blask słońca, przyjemny, chłodny wiatr od Wisły. Ludzie jakby bardziej sympatyczni, uśmiechali się do siebie. Nasunęła mi się refleksja o konieczności kontynuacji dostosowywania chrześcijaństwa do mentalności europejczyków. Wiele w tej dziedzinie zrobiono, choćby przejmując podstawowe święta lub ideę sądu szczegółowego w religii katolickiej. Jednak warto zrobić krok dalej w odchodzeniu od ciężkich, ponurych budowli sakralnych. Nasi przodkowie modlili się na łonie natury i dlaczego im tego nie udostępnić, zwłaszcza przy dobrej pogodzie. Integralną częścią świątyni powinien być ogród. Przykładem takiego podejścia jest parafia w Podkowie Leśnej pod Warszawą, albo spotkania młodzieży katolickiej nad jeziorem w Lednicy. Wracając jednak do samej uroczystości. Na zewnątrz spostrzegłem parę interesujących propozycji modowych. Kilku panów miało spodnie i marynarki bawełniane, w kontrastujących kolorach pastelowych, do tego obuwie sportowe, bajeranckie okulary przeciwsłoneczne. Uważam, że jest to dobry kierunek. Ubieranie starego, niemodnego garnituru to żenada, a kogo stać, aby kupować nowy co rok lub co 2 lata. Strój ma oryginalny charakter, jest jednocześnie luźny, wygodny. Czy dla celów religijnych powinniśmy się udręczać siebie i innych nutą zapachową naftaliny?

Na środku dziedzińca zwracała uwagę gustownie ubrana para. Pan w opisanym wyżej zestawie sportowym z marynarką bawełnianą. Pani – długowłosa blondynka w przewiewnej, czerwonej sukience dopasowanej do szczupłej, wysokiej figury. Trzymała wózek w którym siedział synek, a drugi nieco starszy grasował wokół, lub przysiadał się od przodu wózka do braciszka. W pewnym momencie złapał panią za nogi. Myślę, że parę osób pozazdrościło gówniarzowi. Pani w pewnym momencie schyliła się na dłuższą chwilę do wózka. Pozwoliło to dostrzec, że na tę uroczystość nie założyła rajstop, ale pończochy. Do tego gustowne, przyzwoite białe majtki z deseniem subtelnych kwiatuszków. Dobrze, że pamiętała o tym elemencie stroju, bo głębokość skłonu pozwoliłaby kontemplować wszystkie otwory. Ciekawe, czy zapomniała się, czy dokonała tej publicznej ekspozycji celowo, bo ją to rajcowało? Nie dowiemy się, ale niezależnie od intencji stojący naokoło wierni zachowali się taktownie, jakby nic się nie działo.

Na koniec wyszły dzieci z chlebkami i rozpoczęło się zwyczajowe fotografowanie, tratowanie.

sobota, 14 maja 2016

Dyskryminacja osób niepełnosprawnych i rasizm

Mnożą się przypadki prześladowania osób niepełnosprawnych. Często dochodzi do odmowy wpuszczenia osób z psem asystującym, choć jest to nakazane przez prawo.

Chodzi o zdarzenia z 2013 r., gdy pewnej letniej niedzieli pogoda nagle zmieniła się z upału w oberwanie chmury (to wtedy zalana została Trasa AK, skutkiem czego zapadła decyzja o jej przebudowie). Tego dnia trójka niewidomych (dwoje korzysta z pomocy psów asystujących, a trzeci posługuje się białą laską) postanowiła schronić się przed nadchodzącą burzą w jednej z warszawskich restauracji.

Jak twierdzą powodowie, nie wpuszczono ich do środka, argumentując, że w lokalu są dzieci, które psy mogą pogryźć. Miały także paść słowa, że restauracja woli zapłacić odszkodowanie za niewpuszczenie niewidomych niż za pogryzione dzieci. Trójce z psami zaproponowano miejsce na patio.


Osobiście byłem świadkiem takiej sytuacji w jednym z warszawskich szpitali, Pacjentów kierowano na rentgena. Ponieważ aparat na piętrze był nieczynny, przed gabinetem na parterze kłębił się tłum. Polacy mają jednak kolejkowy talent organizacyjny. W pozornym chaosie każdy dopytał się, kto jest ostatni. Potem wiedział, kto jest przed nim, kto jest za nim. Wszyscy czekali cierpliwie, nawet człowiek z uciętą ręką, którą skwapliwie trzymał w drugiej dłoni. Personel nie ułatwiał sytuacji – pan i pani technik chamsko wydzierali się na pacjentów, niektórych wpuszczali bez kolejki, niektórzy nie podobali im się i tych odrzucali. Jedną z odrzuconych osób była pani o wyglądzie niepełnosprawnej umysłowo, bełkotała coś bez przerwy. Ale kolejka okazała się bezlitosna, skoro straciła miejsce, nikt nie chciał jej przepuścić. Ewidentny przykład braku empatii, bezwzględności wobec niepełnosprawnych. W końcu znalazła się osoba, która udzieliła jej pomocy. To przechodzący lekarz murzyn. Po krótkiej rozmowie z obłąkaną otworzył drzwi gabinetu i wezwał obsługę. Zjawiła się pani technik.

- Dlaczego nie przyjmujecie tej pani, mimo, że stała w kolejce? I pomimo, że jest pracownikiem naszego szpitala? – surowo zapytał murzyn.

- Nie wiedziałam, że jest naszym pracownikiem. Zaraz przyjmiemy – technik, młoda niewysoka blondynka odpowiedziała uprzejmie, ale na jej ładnej twarzy pojawił się grymas  nienawiści, grymas rasizmu.

Lekarz wszedł razem z pacjentką i dopilnował wykonania zdjęcia. Nawiasem mówiąc zdjęć nie dostaje się już do ręki, są wysyłane do gabinetów lekarskich w postaci plików.

To wydarzenie przekonało mnie, że nie powinno usypiać nas samozadowolenie. Nie wystarczy pójść na jakiś pochód i pomachać biało-czerwoną chorągiewką, Nadal w naszym kraju mamy do czynienia z dyskryminacją osób niepełnosprawnych i rasizmem. Jedyną osobą, która ujęła się niepełnosprawną, był murzyn. Warto ten przykład przemyśleć.